środa, 17 października 2012

Czy nasze słowa świadczą o nas?

Chwilowo straciłam głos. Na szczęście ręce mam sprawne.:) Po intensywnym zawodowo czasie znów odczuwam potrzebę pisania i wracam do swojej wirtualnej przestrzeni tkanej słowami. I dziś post o słowach właśnie. 
Język, jakim się ktoś posługuje, świadczy o nim samym. Sprawa wydaje się prosta i dotyczy tzw. kultury języka. Jednak występując publicznie i chcąc dotrzeć do słuchaczy, powinniśmy go dostosować do odbiorcy. Również jeśli chcemy sprowokować słowami do reakcji (wywołać emocje, określone nastawienie), dobrze, by odpowiednio dobrać słowa, nawet jeśli stoją w opozycji do ogólnie przyjętych norm. 
W swojej trenerskiej praktyce nie raz się przekonałam, że tzw. "gładkie słówka" sprawiają, że jest miło, jednak nie mają w sobie dość mocy, by pobudzić zmęczonych uczestników. Kluczowa jest tutaj grupa odbiorców: inaczej będziemy mówić do dzieci, inaczej do robotników, a jeszcze inaczej do doktorantów.
Wobec tego mogę sformułować tezę, że język nie zawsze świadczy o jego użytkowniku. 
Niedawno w jednej ze starych książek jeszcze z czasów studenckich, która szczęśliwie ocalała z kilku przeprowadzek, znalazłam kartkę z wypisanymi rzadko używanymi słowami, archaizmami. Zdarza mi się ich używać, chociaż za każdym razem spotykam się z pytaniami o znaczenie. Oto niektóre z nich:

  • aniżeli, atoli - lecz, mimo to;
  • autożyro - helikopter, śmigłowiec;
  • balotaż - głosowanie, zwykle tajne;
  • bifurkacja - rozszczepienie, rozdzielenie na 2 części;
  • chędożyć - przest. czyścić, porządkować;
  • diasek - diabeł
  • zbiesić się - (moje ulubione) - pogorszyć zachowanie
Czy ww. słowa jakoś o mnie świadczą?

wtorek, 21 sierpnia 2012

Minął rok - podsumowanie

Czas się dopełnia... Mój gap year dobiega końca. Przeglądam notatki dotyczące moich planów. Z perspektywy czasu widzę, że decyzja o rocznym urlopie była jedną z moich lepszych inwestycji w życiu. W ciągu tego okresu podreperowałam swoje zdrowie, siłę emocjonalną i duchową. Miałam czas na ciekawe spotkania i dla siebie. Uświadomiłam sobie wyraźnie, że w tym momencie jestem tu, gdzie chcę i że jest mi dobrze. Popracowałam fizycznie przy remoncie i doświadczyłam, że tynkowanie, malowanie mnie relaksuje. Nieco "umeblowałam" głowę, w której zrodziło mi się też kilka pomysłów. Wiem już czego potrzebuję, a czego i kogo powinnam się wystrzegać. Zdałam sobie sprawę, że często dostrzegam tylko jakiś kawałek rzeczywistości - jeden element puzzli, że potrzebuję innych, by dobrze funkcjonować. Tak..., to był dobry czas...
Z zainteresowaniem czekam już na to, co przyniesie kolejny rok. A zapowiada się ciekawie. Na początek rusza moja nowa firmowa strona internetowa. Oficjalna premiera na dniach.:)

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Stephen Covey nie żyje

Ten post miał być o czymś innym. Ale właśnie z opóźnieniem przeczytałam na blogu Steve'a Pavliny, że 3 tygodnie temu zmarł Stephen Covey. Ważna postać dla mnie. W swoich szkoleniach bardzo często wykorzystuję jego dokonania. Pomógł mi też zmienić mój sposób myślenia, zwłaszcza odnośnie zarządzania czasem. Ostatnio przeczytałam jego "Szybkość zaufania". Na własnej skórze przekonałam się, że ma to wymiar ekonomiczny. W jego koncepcjach najbardziej ujmuje mnie to, że szeroko rozumiany sukces życiowy opiera na wartościach. 
Naprawdę wielka szkoda, że odszedł...

wtorek, 10 lipca 2012

Co kawa w sobie ma?

Miło zacząć dzień od filiżanki kawy. Do tego jeszcze gazeta... Ktoś miał świetne wyczucie - w "Gazecie Wyborczej" z 09. lipca znalazł się artykuł zatytułowany po prostu "Kawa". 
I co się okazało? 
  1. "Do kawiarni nie chodzimy na kawę, lecz po to, by spotkać się ze znajomymi." I rzeczywiście. Jak pomyślałam, to okazało się, że kawa jest tylko pretekstem. Często nawet nie zamawiam kawy...
  2. "Kawa to produkt lifestyle'owy. (...) Co to oznacza? Po pierwsze, że może być droga, bo kupując kawę w kawiarni, klienci pokazują, że ich stać, są dynamiczni i podążają za tzw. trendami." Mimo że kawa na świecie tanieje... To za co płacimy?
  3. "(...) W cenie filiżanki płaci się przede wszystkim za czynsz (...), prąd, wygodne fotele, pensje pracowników, darmowe gazety i ów lifestyle." Według wykresu, na cenę kawy latte składa się 5% kosztów mleka, 20% - kawy, 23% - podatku vat i 52% stanowi marża.
To ja jednak wypiję dzisiaj kawę w domu...

...taką, jak ta.

Plik:Kawa (1).jpg

wtorek, 26 czerwca 2012

Świat mnie rozpieszcza

Świat mnie rozpieszcza. W czasie ostatnich kilku tygodni spotkało mnie wiele dobra ze strony innych ludzi oraz "okoliczności przyrody". Odwiedziny wspaniałych osób i poznawanie nowych, słodkie truskawki,  niesamowita pogoda bez deszczu na spacer po Ustce ze znajomą z Warszawy, przepyszna chińska zielona herbata w pięknej porcelanowej filiżance przywiezionej dla mnie z drugiego końca świata, stworzenie sobie możliwości prowadzenia szkoleń w ciągu najbliższych kilku miesięcy, fachowcy od okien i centralnego ogrzewania spotkani w związku z remontem... I dobrzy, życzliwi ludzie, którzy od wielu lat mnie wspierają. A w perspektywie wyjazd w Bieszczady! Tyle dobra... To, co się dzieje wokół mnie ostatnio, jest dla mnie czasem zbioru tego, co posiałam wcześniej. Kiedy już upadałam na duchu, bo wciąż tylko "pod górkę", przyszło mi widzieć owoce. To wspaniała łaska.

niedziela, 10 czerwca 2012

Kto na kogo ma czekać?

Są takie kraje, gdzie spokojnie wszystko może być "maniana", a opóźnienia nikogo nie denerwują. Wiele spotkanych przeze mnie osób próbowało mnie przekonać, że my - Polacy -  również należymy do tego grona. Tylko takie podejście nie wynika u nas najczęściej z luźnego podejścia do czasu. Raczej z braku szacunku i arogancji. Spotkałam się z tym w różnych sytuacjach: codziennych, jak również na szkoleniach i studiach podyplomowych (najostrzejszy przypadek dotyczył Pani, która miała poprowadzić zajęcia z zarządzania czasem i sporo się spóźniła). Rozumiem, że każdemu może się zdarzyć. Ale, według mnie, to dziwna sytuacja, kiedy taki spóźnialski oczekuje akceptacji tego stanu! Jakoś nie mogę się na to zgodzić. Tym bardziej, że - mimo wielu obowiązków - staram się być i robić różne rzeczy na czas. Nie mam zamiaru godzić się też na takie traktowanie i udawanie, że nic się nie stało, kiedy ktoś każe mi czekać na siebie zbyt długo. Kiedy czytam takie teksty, jak wypowiedź jakiejś kierowniczki w lokalnej gazecie:
"W Multikinie przyznają, że seanse rozpoczęły się po godzinie 23, bo pracownicy czekali, aż wszyscy uczestnicy zajmą miejsca w salach.
– Zależało nam, aby każdy miał możliwość obejrzenia filmu od początku i nie był zmuszony do szukania wolnego miejsca po ciemku – tłumaczy pani kierownik."
to  widzę spore braki w szacunku dla dobrego klienta, który stawił się na czas z biletem w ręku. Jak słyszę o czymś takim, to nawet nie jest mi żal, że niektóre firmy upadają, a ludzie tracą pracę. Więcej: uważam, że to dobrze, kiedy "niewidzialna ręka wolnego rynku" eliminuje takich graczy. W życiu osobistym staram się eliminować osoby z takim podejściem lub przynajmniej ograniczać kontakty. Jeśli ktoś nie szanuje mojego czasu, znajomość z nim traci na wartości.

niedziela, 27 maja 2012

Czas na Mazury

Właśnie pakuję się na Mazury. Jutro wyjazd i od razu na początek - pola grunwaldzkie. W trakcie mojego ostatniego pobytu zauroczyło mnie to miejsce - podobno niewiele się zmieniło od wieków. Jedynie z daleka przebłyskują dachy domów. Ponownie czekają mnie Kruszyniany i Białowieża. Ale przyjaciółka, która organizuje wyjazd, przygotowała coś specjalnie dla mnie: leśniczówkę Pranie - związaną z K.I.Gałczyńskim, jednym z moich ulubionych poetów. Cieszę się na tę wędrówkę z powodów, o których wspomniałam wyżej. Ale moja radość wynika też z perspektywy spędzenia kilku dni ze wspaniałymi ludźmi. Nie od dziś mam świadomość, że to nie mury, zabytki (choćby najstarsze i najwspanialsze) sprawiają, że moje wędrówki są udane. Decydują o tym ludzie, z którymi jestem. To oni nadają smak każdej mojej podróży i robią różnicę.
Poniżej zdjęcia z mojej poprzedniej wyprawy na Mazury.