Wiele razy słyszeliście już
zapewne stwierdzenia typu: "myśl pozytywnie", powtarzaj afirmacje,
"wszystko będzie dobrze". Być może sam/a, słuchając ekspertów, tak
postępujesz. Tak... ja też tego próbowałam, a mimo to działy się w moim życiu
trudne rzeczy. Najpierw myślałam, że zrobiłam coś nie tak. Potem zaczęłam
obserwować innych, zwłaszcza tych, którzy starali się myśleć pozytywnie. Efekty
takiej strategii były marne. Myślałam o
tym, co sprawia, że jednym udaje się przetrwać trudne chwile i wychodzą z nich
mocniejsi, a inni się załamują, poddają.
Odpowiedź znalazłam w książce J.
Santorskiego i J. Szulskiego "Siła spokoju, którego nie ma".
Przytaczam tutaj za autorami, historię adm. Jamesa Stockdale'a, która pokazuje
ciekawą strategię przetrwania, a raczej postawę, którą można nazwać 'realizmem
pozytywnym'.
Admirał marynarki wojennej USA,
James Stockdale, w czasie wojny w Wietnamie, będąc pilotem myśliwca, został
zestrzelony i trafił do niewoli. W niewoli spędził ponad 7 lat. Wielokrotnie
torturowany, nie tylko nie pozwolił się złamać, ale pomagał i podtrzymywał na
duchu innych jeńców. Zapytany, którzy z jego kolegów najszybciej tracili wiarę
i poddawali sie jako pierwsi, odpowiedział, że optymiści. Nie potrafili
sobie dać rady z przerażającą rzeczywistością i się załamywali. Metoda admirała
radzenia sobie w tak ekstremalnie ciężkich warunkach stała się znana jako paradoks
Stockdale'a.
Żołnierze Stockdale'a mówili:
"Panie admirale, byliśmy na kursach pozytywnego myślenia. W tej chwili
wizualizujemy: najbliższa gwiazdka to będzie desant amerykański, który po
prostu tu przybywa i bezkrwawo nas stąd zabiera".Stockdale odpowiadał:
"Słuchajcie, w mojej ocenie ten obóz jest tak ukryty, że prawie
niewykrywalny, sami nie wiemy, gdzie jesteśmy. I niezależnie od tego, jak długo
będzie trwała wojna, bardzo długo możemy tutaj pozostać. Musimy szukać
wszelkich sposobów, niemożliwych do wymyślenia pomysłów, aby zakomunikować
światu, że tu jesteśmy, wtedy może któregoś dnia jakaś okoliczność nam pomoże.
Ale jednocześnie musimy budować w sobie moc przetrwania, może nawet przez
lata".
Kiedy w święta Bożego Narodzenia
oprawcy po raz pierwszy zastosowali tortury, niektórzy żołnierze odebrali sobie
życie, inni przeszli załamanie psychiczne - nie z powodu tortur, lecz dlatego,
że im większe zaczarowanie, tym większe rozczarowanie. Bo kiedy tak zwane
myślenie pozytywne jest przegięte, może być irracjonalne. tracisz pracę,
jednocześnie umiera ci żona, a koledzy mówią: "Będzie dobrze",
"Myśl pozytywne". Pomaga? Nie będzie dobrze, nie teraz, nie za
tydzień. No, ale żyć trzeba. Przegięcie zaś w druga stronę, czyli rodzaj
skrajnego pesymizmu, tez nie pomaga, do tego często zmienia się w
samospełniające się proroctwo.
Złoty środek? To połączenie
realizmu, nawet realizmu do bólu, i głębokiej wiary w to, że nam się uda."
[wszystkie podkreślenia są moje -
Autorki]