Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spokój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spokój. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 czerwca 2013

Moai i ikigai

Jest słoneczne niedzielne przedpołudnie. Właśnie wróciłam ze spaceru z mężem po lesie. Czuję jeszcze zapach wilgotnej ziemi. Zaraz stanę do kolejnych zadań, które niesie dzień... Wiem, że jestem na dobrej drodze. Może jedynie mijane na leśnej drodze buki sprawiły, że tęsknię za Bieszczadami. 
Moai i ikigai.
Moai - to - według tradycji japońskiej - bliskie "od serca" osoby, które towarzyszą nam w życiu; są dla nas wsparciem. Ikigai - to "powód, dla którego warto rano wstać z łóżka". Te dwie rzeczy podobno mają nam gwarantować długowieczność. Nie wiem, czy tak jest, ale takie podejście w przeżywaniu dnia i życia wydaje mi się mądre. Osoby, które są nam bliskie, "załatwiają" w oczywisty i niewymuszony sposób problem samotności i tego, co się z tym wiąże. Przyczyna, dla której chce nam się wstać rano, to motywacja do działania i nadzieja, że warto coś zrobić. 
Moai i ikigai.

PS. Inspiracją dla tego posta był artykuł "Nieśmiertelni chodzą piechotą" ("Wysokie Obcasy" nr 23 z 08.czerwca 2013 r.) - link do fragm.artykułu

Autor zdj.: A. Matyjaszek

piątek, 22 lutego 2013

Najważniejsze to... mieć święty spokój?

Temat "świętego spokoju" wraca do mnie coraz częściej, jakby dopominał się o swoje... Mam wrażenie, że to cel życiowy coraz większej liczby osób.
W pracy unikamy konfliktów w imię "świętego spokoju", dla niego rezygnujemy z asertywności, ulegamy dzieciom, godzimy się na 'mniej' lub 'gorzej'. Bożek naszych czasów...
Kiedy już zrobimy wiele, aby go zadowolić, co dostajemy w zamian? Gdy już zgodzimy się na byle co, ulegniemy, czy osiągamy nasz cel?
Okazuje się, że nasze bóstwo jest nienasycone. I kiedy już wydaje się, że zadowoliliśmy wszystkich oprócz siebie, przychodzi kolejny dzień, nowe sytuacje, choć często ci sami ludzie wokół, i domagają się od nas kolejnej ofiary. A my po raz kolejny liczymy, że tym razem się uda. Ale Święty Spokój nadal jest nienasycony...
Przyznam, że nie potrafię tego zjawiska zdefiniować. Nie zależy mi na nim i nie poświęcam się dla niego, chociaż lubię od czasu do czasu pobyć sama. Lubię, gdy wokół dużo się dzieje i cieszę się ze swojej asertywności. Nie karmię tego bóstwa. Jednak dostrzegam dążenie do niego wielu osób wokół mnie.
Nie rozumiem tylko, dlaczego ma on być "święty"...