czwartek, 13 października 2016

Kształt zmiany

Kiedy masz za sobą kilkanaście, kilkadziesiąt lat pracy, spory dorobek zawodowy i osobisty i pewnego dnia musisz zacząć od początku, możesz doświadczyć wielu uczuć: przytłoczenia, rozczarowania, żalu itp. Znowu stajesz się stażystą - rozpoznajesz środowisko, uczysz się ludzi, zdobywasz nowe umiejętności i pozbywasz się starych nawyków. Tak... to może być frustrujące.
I wiąże się z naszymi koncepcjami i założeniami: że coś już jest za mną, a coś przede mną, że rozwój odbywa się w linii ciągłej, odcinkami A-B, B-C, C-D. A gdybyśmy założyli, że nasze życie przypomina raczej spiralę? Zrozumielibyśmy, dlaczego "życie zatacza koło", że zaczynając coś od początku, wchodząc w nowe sytuacje, tak naprawdę nie wracamy do punktu "zero", ale do tego, co umiemy, wiemy i rozumiemy dodajemy nowe elementy, poszerzamy naszą perspektywę. Ba, taka koncepcja tłumaczyłaby nawet zjawisko deja vu. Z takim podejściem nie będzie w naszym życiu "zaczynania od zera".
Kiedy to, co do tej pory robiliśmy, relacje, które mieliśmy, się kończą, to moment, w którym zachodzi ZMIANA.
Tak więc głowa do góry! To, co było, wciąż ma znaczenie.



poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Nie myśl. Działaj!

Powyższe sformułowanie trafiło we mnie jak piorun. I wyraźnie zobaczyłam, że często - zbyt często nie robię czegoś, bo zanim zacznę rozważam to na wszelkie możliwe sposoby i - zanim się zorientuję - znajduję tysiąc przeszkód i odpowiedzi na pytanie 'dlaczego nie'. Postanowiłam pracować nad tym, czyli działać, jeśli coś wydaje mi się ciekawe, słuszne i nie szkodzi innym. Postawiłam na małe kroki i małą sprawę, żeby Sabotażysta w mojej głowie przestał krzyczeć, że nie dam rady.
Od wczoraj minimum 15 minut codziennie przez miesiąc przeznaczam na jakąkolwiek formę ruchu (innego niż prace w domu i stukanie w klawiaturę komputera). 
Jak już podjęłam decyzję - to od razu się zaczęło: przeciągnęłam leżenie rano w łóżku, bo nie chciało mi się wstawać, zaczął padać deszcz, cały pomysł wydał się bez sensu, a już pisanie o nim - to przesada...Bla, bla, bla...
Chcę być w tym pomyśle konsekwentna, bo jestem przekonana, że to dla mnie dobre i zdrowe, a ten rok to dla mnie szczególny czas troski o swoje zdrowie. Dzielę się tym publicznie, bo wiem, że łatwiej mi dotrzymać danego słowa innym niż sobie. Wiem też, że jest wiele osób, którym brakuje konsekwencji i motywacji do zrobienia nawet małego kroku w kierunku własnego rozwoju i  - tak jak ja - są przestraszone, kiedy myślą o codziennych "treningach", bo widzą tych wszystkich biegaczy robiących wiele kilometrów dziennie. To może być zniechęcające...
Dlatego moje działanie nie jest skierowane do osób, które chcą bić życiowe rekordy w bieganiu, jeździe na rolkach itp. Zależy mi raczej, żeby zachęcić do ruchu takie osoby jak ja, którym trudno jest znaleźć czas na aktywność fizyczną. 
Jeszcze raz: plan jest taki:
  • 15 minut np. spaceru
  • codziennie
  • przez miesiąc.
Do wygrania m.in.:
  • dobre samopoczucie,
  • wzrost zaufania do siebie,
  • zwiększenie samodyscypliny.
Jeśli chciał(a)byś podjąć to wyzwanie i towarzyszyć mi (nawet tylko mentalnie), zacznij TERAZ. Wstań od komputera, z kanapy, gdziekolwiek teraz jesteś i przejdź się 15 minut. Choćby po schodach w firmie. Nie myśl. Działaj!
Będzie mi miło, jeśli zechcesz podzielić się ze mną swoim doświadczeniem, zostawiając komentarz na blogu lub na moim profilu na Facebooku: profil

wtorek, 26 lipca 2016

Wakacyjnie o podróżowaniu

Post o podróżowaniu. Powinnam jeszcze dodać "na swój sposób". 
Nie lubię podróżować w formie zorganizowanej. Pojechałam raz na wycieczkę objazdową. To było bardzo pouczające doświadczenie. Na tyle, że już raczej nie wybiorę się na wypoczynek "zorganizowany". Na szczęście fajni ludzie uratowali sytuację. Ale do rzeczy: preferuję indywidualne podróżowanie, które mogłabym nazwać raczej pielgrzymowaniem. Lubię posiedzieć dłużej w miejscach, które w jakiś sposób mnie zainteresowały, żeby je poczuć: zapachy, odgłosy, poobserwować ludzi. Tak np. zafascynował mnie Frombork. Nie ze względu na katedrę na wzgórzu, gdzie pochowano Mikołaja Kopernika. Zauroczył mnie małomiasteczkowy, prowincjonalny klimat. Coś było w tym miejscu...
Odbicie swojego podejścia znalazłam w zbiorze krótkich tekstów P. Coelho "Być jak płynąca rzeka" ("Świat Książki", Warszawa 2015), a dokładniej w felietonie "Jak podróżować inaczej". Oto jego wskazówki z moim komentarzem:

  1. Omijaj muzea. Autor zaleca, by szukać raczej wskazówek teraźniejszości niż przeszłości. Dla mnie jednak wizyta w miejscowym muzeum bardzo często ma wpływ na lepsze poznanie miejsca, w którym jestem. Tak np. będąc w Sanoku zobaczyłam w tamtejszym muzeum wystawę prac Beksińskiego - twórcy związanego z tym miastem. I zainteresowałam się jego twórczością. Chociaż jako kontrargument nasuwa mi się własne "podwórko" - wystawa prac Witkacego w Muzeum Pomorza Środkowego. W żaden sposób Witkacy nie był związany ze Słupskiem, ale jak widać nie przeszkodziło to stworzyć największej wystawy jego prac w tym mieście.
  2. Odwiedzaj bary. Z tym jak najbardziej się zgadzam. Można w takim miejscu zaobserwować miejscowy koloryt. Kiedyś w jakimś barze w Busku Zdroju dostałam książkę o Wojtku Belonie wyciągniętą spod butelek z alkoholami. :)
  3. Bądź otwarty. To chyba najważniejsza cecha podróżnika. Otwartość na ludzi, miejsca i zdarzenia sprawia, że podróż staje się niepowtarzalną przygodą.
  4. Staraj się podróżować sam lub z małżonkiem. Zacytuję szerszy fragment, który mówi sam za siebie:
"Wymaga to większego wysiłku, gdyż nikt nie będzie się tobą (wami) zajmował. Jedynie w ten sposób zdołasz rzeczywiście oderwać się od własnego kraju. Podróżowanie w grupie to tylko pozorne przebywanie na obcym terenie, ponieważ oznacza rozmowy we własnym języku, podporządkowanie się przewodnikowi wycieczki, zajmowanie się ploteczkami dotyczącymi grupy, a nie miejscem, które się zwiedza."
5.  Nie porównuj. Trudno przyjąć, że chleb może kosztować np. równowartość 5 zł. Po co odbierać sobie radość z próbowania lokalnych przysmaków?
6. Zapamiętaj, że wszyscy cię rozumieją. Moim zdaniem, tu trochę przesadził. Na pewno nie wszyscy. Ale zazwyczaj ludzie mają dość dobrej woli, żeby próbować odczytać machanie rękami i robienie dziwnych min plus wydobywanie z siebie dziwnych słów...
7. Nie kupuj za dużo. Warto zastanowić się, co chciał(a)bym przywieźć z takiej podróży. Zdjęcia? Muszle? Lokalne wyroby? Warto upewnić się, czy wywóz niektórych rzeczy jest legalny w danym kraju.
8. Nie staraj się zwiedzić świata w miesiąc. Rzeczywiście, lepiej wracać do jakiegoś miejsca nawet kilka razy niż odhaczać jedynie jakieś zabytki bez sensu.
9. Podróż jest przygodą. Jeśli jesteśmy na nią otwarci - mogę dodać. A hobbicka mądrość mówi, że każda przygoda zaczyna się od wyjścia z domu.

sobota, 14 maja 2016

Dlaczego lubię, jak moi pracownicy się śmieją

Momentami słychać jak śmiech niesie się po korytarzu. Można by pomyśleć, że ludzie nie mają co robić... Sprawdziłam: załatwiają mnóstwo spraw i czasem rozmowa schodzi na poboczne tematy. Nie denerwują mnie takie sytuacje. Najwyżej przeszkadzają. Wtedy zamykam drzwi do gabinetu. Uważam, że w pracy mamy do czynienia z wieloma trudnymi sytuacjami i dużą presją (najlepiej, żeby wszystko było załatwione już, a jeszcze lepiej na wczoraj). Taki śmiech pozwala rozładować napięcie, poprawia oddychanie i - według mnie - świadczy o dobrej atmosferze w pracy. Miło też pracować z uśmiechniętymi ludźmi. Tak wiele osób wokół jest niezadowolonych i smutnych...
Tak więc Panie i Panowie: śmiejcie się na zdrowie!


sobota, 19 marca 2016

Jakie książki są najlepsze?

Czytam od zawsze. Najpierw wszystko to, co wpadło mi w ręce i miało druk (tak..., nawet etykiety na szarym papierze toaletowym, bo byłam ciekawa, skąd pochodzi), potem to, co było drukowane i miało okładki. Gatunki były różne: kryminały, horrory, romanse, literatura młodzieżowa, biograficzna... Dziś moja biblioteczka jest wzbogacona o pozycje z zakresu rozwoju osobistego i zawodowego. Generalnie mogę podzielić czytane książki na:
  1. jednorazówki - to np. romanse, horrory, kryminały, przygodowe, które pozwoliły mi miło spędzić czas i zarwać noc lub dwie, ale po tygodniu nie pamiętałam, o czym były i nie odróżniałam bohaterów; ta kategoria obejmuje też te pisane kiepskim językiem, z błędami;
  2. wielokrotnego użytku - takie, do których wracam po kilka razy i wciąż znajduję ciekawe dla siebie rzeczy, wykorzystując je w swojej pracy i życiu osobistym; w tej grupie wyróżniłabym jeszcze pozycje "głębokie" - tzn. takie, które pozwalają mi spojrzeć "pod podszewkę świata", dotknąć drugiego dna i - często - wywracają moje poglądy do góry nogami, pokazują, jak mało jeszcze wiem.
Od czego zależy, czy uznam, że książka jest dla mnie bardzo dobra i ważna? Przede wszystkim od tego, co aktualnie przeżywam, co jest dla mnie ważne. Jeśli zastanawiam się nad czymś i okazuje się, że lektura (albo jej fragment) przynosi mi odpowiedź, powstaje efekt 'eureki' ("To jest właśnie to!"). Tak jakby książka dokładnie wpasowała się w kontekst mojego życia. 
Dobra książka to zatem książka czytana we właściwym czasie -czasie kairos.
Według greckiej mitologii, 'kairos' to grecki bożek szczęśliwego zbiegu okoliczności, szczęśliwego momentu lub wręcz odwrotnie: niewykorzystanej szansy. W ujęciu filozoficznym - to pojęcie oznaczające zwrotny moment życiowy, w którym człowiek jest zmuszony do podjęcia rozstrzygającej decyzji, która radykalnie odwraca dotychczasowy bieg zdarzeń (definicje podane za Wikipedią).
Czasami trzeba "przekopać się" przez wiele tekstów, żeby znaleźć bezcenną "perłę", która  ma moc zmienić nasze życie.
I takich lektur Państwu życzę. :)



zdj. ShutterStock

niedziela, 13 marca 2016

Do osób wchodzących na rynek pracy

W związku z tym, że zdarzyło mi się przyjmować osoby do pracy, zebrało mi się kilka przemyśleń. Uznałam, że odpowiednią formą będzie kilka rad. Mogą z nich skorzystać również osoby, które zasiedziały się w jednym zakładzie pracy kilkanaście lat, a teraz - często w wyniku reorganizacji, zwolnień itp.- są zmuszone szukać pracy. 
  1. Przygotuj dokumenty aplikacyjne. Do niedawna wydawało mi się, że informacje nt. tego, jak powinno wyglądać cv są łatwo dostępne i nie trzeba już o tym "trąbić", ale okazuje się, że tylko mi się wydawało. A więc doczytaj, jak napisać poprawne cv z punktu widzenia pracodawcy, a nie Twojego. Choć nie ma jednego wzoru cv, bardzo ważne jest doświadczenie zawodowe (ułożone od najbardziej aktualnego do najmniej; podobnie z wykształceniem), zredagowanie tekstu, jednolita czcionka. Dokument ma się łatwo i szybko czytać. Zwróć uwagę, czy pracodawca oczekuje listu motywacyjnego. Jeśli nie, możesz sobie darować. Nie wysyłaj aplikacji gdzie popadnie, przypadkowo. Jeśli jest mi potrzebny nauczyciel, naprawdę nie potrzebuję pakowacza czy kuriera. Cv świadczy o autorze, a cv niezwiązane z ogłoszeniem, ofertą pracy świadczy o braku podstawowej umiejętności, jaką jest czytanie ze zrozumieniem. I żadne dyplomy tu nie pomogą.
  2. Przygotuj się do rozmowy kwalifikacyjnej. Przeczytaj uważnie treść ogłoszenia pod kątem wymagań i preferencji. Zbierz informacje nt. firmy, do której aplikujesz tak, żeby wiedzieć, gdzie idziesz i po co.
  3. Wykaż się podstawami dobrego wychowania! Rozmawiając z potencjalnym pracodawcą lub jego przedstawicielem: 
  • przyjdź punktualnie na spotkanie (albo nawet bądź przed czasem);
  • zapukaj zanim wejdziesz;
  • powiedz 'dzień dobry' (i 'do widzenia' przy wyjściu), przedstaw się;
  • wyłącz telefon przed spotkaniem, a jeśli musisz mieć włączony, nie pisz/nie odbieraj sms-ów lub połączeń; to naprawdę kiepsko wygląda.
  • zadawaj pytania na temat - wtedy to rzeczywiście będzie 'rozmowa', a nie jednostronny przekaz.   
4. Daj pracodawcy prawo do wybrania innego kandydata. Nie obrażaj się. Może tym razem nie byłe(a)ś taki super, jak Ci się wydawało... 


zdj. za:: http://4.bp.blogspot.com/-mHOYYPZiK6Y/U0eVcAScZlI/AAAAAAAANBQ/2g8zoTYIUjg/s1600/Working+Time.png

niedziela, 28 lutego 2016

Od kogo się uczyć? Kilka słów o kryteriach wyboru

Jako wielka fanka rozwoju osobistego, nad którym sama nieustannie pracuję, często spotykam się z ludźmi, którzy, owszem, potrafią zrobić szoł, sprzedać swoje usługi, książki, przekonać do różnych teorii, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przy okazji wyrządzają sporo szkód osobom, które chcą się rozwijać, uczyć. 
Jak wiedzieć, kto oferuje rzetelne usługi, a kto jest tylko szołmenem kreującym się na wybitnego specjalistę. 
Nie chodzi mi o to, by kierować się tylko dyplomami, tytułami i sprawdzonymi naukowo teoriami. To byłoby - według mnie - zbyt wąskie podejście. Zresztą swoją wiedzę staram się czerpać z różnych źródeł i nie robią na mnie wrażenia "doktory" czy "profesory". Za tytułami, honorami kryje się człowiek, który może się mylić. Jednak jakiejś kryteria weryfikacji dobrze przyjąć, opierając się bowiem tylko na swoim wrażeniu lub odczuciu można łatwo zabrnąć w ślepy zaułek i ulec manipulacyjnemu "guru". Z drugiej strony trzeba pamiętać, że wszelkiej maści pionierzy - ci, którzy wymyślili coś z niczego (proch, penicylina, komputer, samolot, wyprawy w kosmos itp.), nie mieli jak zweryfikować słuszności swoich wyborów, nie mieli do czego się odnieść, bo nikt wcześniej na to nie wpadł. Jedynie czas pokazał, że się nie mylili. Na co więc zwrócić uwagę zanim zapłacimy za szkolenie, zaufamy komuś w tej sferze?

  • Przejrzyjmy dostępne w internecie, bezpłatne materiały nt. zagadnienia, które nas interesuje, osoby, z którą chcielibyśmy pracować (kim jest - tu może być ważny jej światopogląd, formacja, od kiedy działa w danej branży, jakie ma doświadczenie - te 2 punkty są powiązane; nie chodzi tu raczej o wiek, ale zdobyte doświadczenie, chociaż ja raczej nie wybrałabym 25-letniego coacha).
  • Rozwijając element światopoglądowy: jeśli np.uważam, że pieniądze nie są w życiu najważniejsze, a ktoś mówi mi jak łatwo się wzbogacić, żyć na luzie, nie za bardzo przejmując się innymi, warto się zastanowić, czy razem nam po drodze. Ten punkt dotyczy też naszych życiowych celów i priorytetów jako punktu odniesienia.
  • Spróbujmy znaleźć inne osoby, które zajmują się czymś podobnym, żeby mieć porównanie.
  • Jeśli ktoś prowadzi bloga - dobrze jest zwrócić uwagę, kto jest najczęstszym odbiorcą, obserwującym czy komentującym; jeśli średnia wieku to 20 kilka lat, a ja mam 30-40, cóż... nie sądzę, żeby ich opinie były dla mnie dobrą wskazówką, choć tu wartością będzie na pewno zapoznanie się z ich sposobem patrzenia na świat.
  • Weźmy pod uwagę przygotowanie merytoryczne takiej osoby: skąd wie, to co głosi? Ma duże doświadczenie życiowe? To dobrze! Ale historie, które opowiada są właściwe tylko jej. Nie jesteśmy w stanie zrealizować jej schematu, a więc i osiągnąć takich samych efektów. 
  • Ważne w przypadku imortowanych specjalistów: nawet jeśli to, czego nauczają ma solidne podstawy naukowe i poparte jest wieloletnim doświadczeniem - odnosi się do realiów innego kraju i tym samym innej mentalności (np. USA). Warto w takiej sytuacji pamiętać, że możemy nie osiągnąć zamierzonych efektów ze względu np. na inne uwarunkowania prawne, obyczajowe itp.
Czy dodalibyście jeszcze jakieś kryteria do powyższych? Czym Wy kierujecie się podejmując decyzję o swoim rozwoju?

piątek, 19 lutego 2016

Rozwój osobisty - dlaczego warto?

Ojej, to już luty!
Wiele spraw wydarzyło się od ostatniego wpisu: zdobyłam nowe doświadczenia, poznałam nowych ludzi i siebie. Jednocześnie zaczęłam mieć problemy ze zdrowiem, a co za tym idzie weszłam w tryby machiny służby zdrowia (szpital, badania, rozmowy z lekarzami, leki itp.).
Ku swojemu zaskoczeniu nie panikuję, mam poczucie bezpieczeństwa i przekonanie, że jestem w dobrych rękach oraz że to wszystko ma sens. Pozytywne nastawienie i pokój jakoś nie chcą mnie opuścić, więc myślę, że moja postawa nie jest szokiem, a raczej efektem. Czego? Wielu lat pracy nad sobą. Wcześniej wiele razy mogłam służyć wsparciem innym - bliskim, znajomym, klientom. To, co im mówiłam, to nie były puste słowa. Naprawdę wierzyłam, że tak jest, że można sobie poradzić w trudnej sytuacji. I potwierdzam to swoim życiem.
Kiedyś usłyszałam zdanie: "Pokaż mi swoje blizny, a wtedy zdecyduję, czy ci uwierzę". Tylko wojownik, który stoczył niejedną walkę, zna gorycz porażki, ale i smak zwycięstwa, jest wiarygodny. Takiemu człowiekowi można uwierzyć, bo wie, co mówi.
Dzięki pracy nad sobą mogę dziś cieszyć się dobrym samopoczuciem nawet wbrew okolicznościom i wierzyć, że wszystko jest na właściwym miejscu i we właściwym czasie. Otoczenie jest odbiciem tego, co się we mnie dzieje: spotkałam empatycznych, kompetentnych lekarzy, uśmiechnięte i serdeczne pielęgniarki, zaangażowanych pracowników, oddanych przyjaciół i bliskich. 
Utwierdzam się w przekonaniu, że warto pracować nad sobą, nad swoim stosunkiem do świata i innych, zgodnie z zasadą: "Co siejesz, to i żąć będziesz". Dla mnie jest to czas żniw.