poniedziałek, 10 lutego 2020

Czy pokora to słabość?


Czytałam niedawno wypowiedź oburzonego dyrektora ds. rozwoju na temat pokory. W ostrych słowach ocenił tę cechę jako uległość i słabość.
Moim zdaniem, dziś to słowo jest bardzo niechciane, wstydliwe. Pokora nie jest mile widzianą towarzyszką, zwłaszcza w zawodach, jak ja to nazywam, "frontalnych", w których pracujemy z ludźmi na pierwszej linii (trenerzy, prawnicy, nauczyciele, dziennikarze itd.). 
Obowiązujący kierunek jest taki, że mamy być pewni siebie, przebojowi, uparcie dążyć do celu. To jest wpisane w dzisiejszą definicję sukcesu. A pokora nieraz wymaga kroku w tył, rezygnację z walki o swoje racje. Ewangeliści sukcesu głoszą nam, że jesteśmy stworzeni do wielkich rzeczy. W efekcie nie ma komu wykonywać tych małych, powszednich i nie tak spektakularnych.
Ale mnie ta pokora spać nie daje. 
Zastanawiam się, czy i jak można ją połączyć z pewnością siebie, z sukcesem. 
Czy w ogóle taka cecha jest nam dzisiaj potrzebna?
Ciekawa jestem Waszego zdania.




/Zdj. pixabay.com/

wtorek, 21 stycznia 2020

Jak mówić i pisać, żeby nie obrazić

Obecnie w dyskusjach publicznych z jednej strony mamy hejt, a z drugiej przewrażliwienie na punkcie pewnych zwrotów, wyrażeń, które naruszają poprawność polityczną, czy dobre samopoczucie adresata. Łatwo pogubić się w tym, co dla kogo jest obraźliwe czy dyskryminujące.
Dlatego cieszą mnie rekomendacje dotyczące języka używanego na Uniwersytecie Warszawskim , które z pewnością można wykorzystać szerzej. 
Jak dla mnie lektura obowiązkowa!
Materiały można pobrać na stronie Uniwersytetu Warszawskiego w formie pliku pdf .

 

czwartek, 9 stycznia 2020

Kiedy pomaganie jest jak zatruty owoc

Jak co roku o tej porze, tj. ok. połowy stycznia, zaczyna się kolejna wojenka polsko-polska, tym razem na temat Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. I znów naród dzieli się na pół: jedni są za, inni przeciw. Powodem tych podziałów jest Jurek Owsiak - o niego chodzi w tej całej gównoburzy - ile zarabia, za ile pomaga, komu dał pracę, kim jest jego żona, a w ogóle to jest chyba za stary na to "siema". Co roku awantura jest o to samo. I właśnie w tym roku mi się przelało. 
Rzadko kiedy w naszym kraju udaje się komuś zjednoczyć w dobrej sprawie tyle osób i zebrać taką kwotę, jakie padają co roku na WOŚP. Idea słuszna, mobilizacja ludzi niesamowita, tylko ten Owsiak stoi kością w gardle. Dla wszystkich, którzy całe swoje tłumaczenie o braku wsparcia dla WOŚP budują na jego osobie, mam wiadomość: pomaganie NIE MA przynależności partyjnej ani światopoglądu, nie ma koloru skóry ani narodowości, nikt nie ma też monopolu na nie. Pomagamy, żeby być bardziej ludźmi. To postawa serca decyduje o tym, czy i jak chcemy pomagać, a nie przynależność partyjna czy zasobność portfela. Kiedy o tym zapominamy, wspieranie słusznego, charytatywnego celu staje się interesem obliczonym na własne korzyści - światopoglądowe, religijne, finansowe itd. Mamy na szczęście teraz wiele organizacji, a więc i sposobów na wspieranie innych. Wolisz dać pieniądze na Caritas? Daj ze szczerego i czystego serca. Na pewno będą lepszym darem, bo nieskażone "na złość Owsiakowi". Nie chcesz dać na WOŚP, bo wolisz wesprzeć rodziców Marysi, która ma chore serduszko? Zrób tak. Ale nie na złość Owsiakowi!
Pieniądze dane komuś z intencją "nie daję Owsiakowi" są jak zatruty owoc. Już lepiej je wyrzucić niż kogoś nimi obdarować.



/Źródło zdj. pixabay.com/

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Kiedy czeka Cię zmiana...

Próbowałeś kiedyś jechać na zaciągniętym ręcznym hamulcu?
Ja nawet dwa razy: silnik ryczał, czuć było zapach spalonej gumy, a ja zastanawiałam się, dlaczego tak wolno posuwam się do przodu... 
Obecnie wiele osób w swoim życiu ciśnie gaz do dechy, żeby więcej doświadczyć, intensywniej przeżyć, szybciej się przekonać. Niektórzy nazywają to "życiem pełnią życia". Kiedy jednak czeka nas mniejsza lub większa zmiana, warto się zatrzymać, chwilę spokojnie postać i rozejrzeć się, uświadomić sobie swoje cele i priorytety, to, co mamy i czego naprawdę chcemy.
Moją misją jest pomoc klientom w ruszeniu z miejsca i wsparcie w dokonaniu zmian. Towarzyszę innym w tym procesie i zależy mi, aby moi klienci osiągali swoje cele. Jednak bez tego zatrzymania się i refleksji, trudno o efektywną pracę, kiedy już dużo się dzieje. 
Dlatego na ten nowy 2020 rok życzę Ci, abyś mógł wyraźnie usłyszeć pragnienia swojego serca i odważnie je realizował.


poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Macierzyństwo w realu - do obejrzenia

W czasie urlopu korzystam z okazji i nadrabiam filmowe i książkowe zaległości. 
Dziś o filmach, a właściwie serialach na temat macierzyństwa i relacji. 
W lipcu skończyłam oglądać kanadyjską produkcję pt. "Pracujące mamy", a teraz "na tapetę" wzięłam australijskie "The letdown" (dostępne na Netflixie). 
Oba seriale mówią o trudach macierzyństwa, kiedy wyzwaniem jest się spokojnie wykąpać albo wyspać. Pokazują, że inne kobiety też borykają się z problemami i frustracją, że nie jesteśmy jedyne, które nie wyglądają z dzieckiem jak madonny z obrazków. Do tego wszystko świetnie napisane i zagrane. I w pierwszym, i w drugim przypadku wciąż kołatała mi się po głowie myśl: "Szkoda, że nie grali tego, jak moje dzieci były małe!". 
Polecam przeczytanie recenzji porównującej obie produkcje autorstwa Sylwii Sekret dostępnej w tym miejscu

środa, 24 lipca 2019

Wstydliwe słowo na "p"

Pamiętacie scenę z "Forresta Gumpa", w której jako żołnierz podczas wojny w Wietnamie opowiada, że któregoś dnia zaczęło padać i o rodzajach deszczu, którego doświadczył? Ja nie mogę się uwolnić od tego obrazu. (Tutaj możecie zobaczyć ten fragment.) 
W czasie ostatnich 3 miesięcy, tak jak Forrest deszczu, doświadczyłam porażek różnego rodzaju: eleganckiej, spektakularnej, zwykłej - takiej od niechcenia, bolesnej i takiej, po której poczułam ulgę. Ku własnemu zaskoczeniu, po każdej się podnosiłam i stawałam do kolejnego wyzwania. Kiedy wyczerpałam już chyba limit klęsk, przyszedł i sukces - większy niż się spodziewałam. Teraz odpoczywam.
Piszę o tym na przekór trendowi panującemu zwłaszcza w social mediach, gdzie zazwyczaj wszyscy trąbią o swoich sukcesach, świetnych wakacjach (koniecznie w egzotycznych miejscach, co też jest oznaką sukcesu) i o tym, że jest się "pozytywnym" człowiekiem. I super! Sama bardzo lubię czytać o osiągnięciach, ciekawych projektach moich Znajomych i wspieram ich w tym. Tylko że to tylko jedna strona medalu. Niestety, każdemu z nas zdarzają się potknięcia, porażki i gorsze chwile. Ale o tym raczej nie chcemy opowiadać publicznie. A może to błąd? Może właśnie czyjeś porażki, radzenie sobie z nimi pomogłyby komuś uporać się ze sprawą?
Dla tych z Was, którzy zmagają się z czymś, polecam film "Forrest Gump". Bo można bardzo mieć w życiu "pod górkę", a mimo to zostać szczęśliwym człowiekiem.

sobota, 22 czerwca 2019

a morze standarty mam za Wysokie?

Próbuję złapać oddech po bardzo pracowitym okresie. Książka zawsze się sprawdza w takich chwilach. Robię sobie kawę i biorę do ręki tytuł znanego autora.
Na początku lubię egzemplarz "obmacać": powoli otwieram stronę tytułową, czytam, kto zredagował, kto robił korektę, gdzie została wydana i kiedy (ta akurat w 2018r.). Widzę błąd. Myślę sobie: "Zdarza się". Czytam opis na okładce. Widzę błędy interpunkcyjne, językowy i ortograficzny. Zgrzytam zębami, ale wciąż wierzę, że w środku jest lepiej. Niestety. Nie dość, że Autor używa potocznego języka, co rusz powtarzając stwierdzenia i używając dziwacznej składni (zapewne by być bliżej ludzi, co nawet sprawdza się na You Tube, gdzie często występuje), to jeszcze pani korektorka przepuściła tyle błędów, że lepiej dla niej, by pozostała anonimowa. Doczytałam, a raczej domęczyłam do końca te 185 stron ze względu na temat. 
Jako antidotum wzięłam do ręki wiersze K.I. Gałczyńskiego (rok wydania: 1987). Czytam uważnie wstęp Andrzeja Drawicza. Ani jednego błędu. Dalej - najczystszej próby poezja pisana w mazurskim lesie. Odpoczywam...
Czy komuś z Was również przeszkadzają błędy w tekście? (podpowiedź macie w tytule tego posta ;))

Źródło: pixabay, autor zdjęć: Anne Karakash